Wyprawa

 

WYPRAWA NA SKRZYCZNE – wszystkie pory roku w jednej dawce

Start w Lipowej Ostre – w gorących promieniach słońca budzących się w wiośnie wiatru, wśród jesienią opadłych liści pokrytych topniejącym w żywy strumień śniegiem.
Słońce spiekło mi twarz podczas kilkugodzinnej wspinaczki w przemoczonych butach. Herbata z imbirem z nie mojego termosu, smakowała ciepło i przyjaźnie.
Mokry śnieg nie pozwalał przyśpieszyć kroku. Na wszystko jest czas, zdawał się komunikować chlupot spod butów. Niespiesznie dotarłam do schroniska. Ogień się nie palił nawet nie tlił. Słońce zaglądało ciepło do okna.
Pierogi, barszcz i śmiech.
Pożyczone skarpetki uratowały moje nogi. Wódka na skurcz, czekolada, gorąca woda z sokiem i cytryną…
Pora ruszać w powrotna drogę…
Była to moja pierwsza poważna wyprawa w góry 
Ważne informacje przed drogą:
• Woda
• Termos z herbatą
• Dobre buty
• Ubranie się na cebulę
• Coś na głowę
• Okulary przeciwsłoneczne
• Krem , może być z filtrem
• Dokumenty
• Pieniądze
• Mapa
• Dobre towarzystwo
• Rozeznanie pogodowe
To była trudna wędrówka, wiedziałam jednak, że nie jestem sama. Ktoś zawsze na mnie czekał, mówił: Dasz radę , poczęstował herbatą, pożyczył skarpetki. Ktoś inny spokojnie delektował się drogą choć ból doskwierał w biodrze.
Ból, wiatr, słońce, piękne widoki, moc gór przemawiająca łagodnością i czymś niepojętym, odczuwanym w kościach. Oddech epok lodowcowych sięgający trzewi ziemi i szczytów nieba… wieczność w otaczającym krajobrazie.
I ból… Nienauczone ciało, niewytrenowane trudem dalekiej, zaśnieżonej drogi… niezaradne, wspaniale, wytrwałe.
Czułam, że będzie to ważny dla mnie dzień. Gdybym jednak przeanalizowała wcześniej logicznie wszystkie za i przeciw … nie byłoby tego doświadczenia.
A na śnieżnej drodze pojawiła się biedronka… nie policzyłam kropek. Lucynka – szczęście!
Tylko trzeba je zauważyć … w drodze… w chwili… w geście… w obecności...
Na niebie obłoki ułożyły się w kształt serca.
Myślałam, że nie mam siły na takie wędrówki. Zaufałam sercu, wiedziałam że mam pójść. Droga jest najważniejsza i co na tej drodze. Cel nie jest celem drogi?
Utwierdziłam się w zaufaniu, że mamy siły aby podejmować wyzwania, które do nas przychodzą, że nigdy nie jesteśmy sami, że droga jest pełna znaków. Choć zgubiłam czapkę zyskałam coś więcej niż tylko doświadczenie. Jestem z siebie dumna. Dziękuję Lucy i Reni za te zwykłą-niezwykłą przygodę. 
A życie? Jak cztery pory roku – zachwyca!