Kilka słów o mnie

Alina Danielewicz

Natura inspiracją do tworzenia

Ścieżka serca, miłości i prawdy jest drogą odkrycia wewnętrznej tajemnicy i mocy.

Jako artystka i malarka odnajduje w Naturze inspiracje do tworzenia.

Moje formy kreatywnej ekspresji to przede wszystkim malarstwo, granie na misach kryształowych, intuicyjne śpiewanie i intuicyjny taniec. Prowadzę warsztaty Vedic Art i inne. Realizuję się także przy maszynie do szycia, podczas tworzenie niepowtarzalnych torebek lub ubrań.

Pragnę inspirować innych do odkrywania talentów, realizowania marzeń, spełniania siebie, na co nigdy nie jest za późno. Intuicja jest największym sprzymierzeńcem na drodze do spełnienia, więc warto wsłuchać się w ten najsubtelniejszy szept serca.

Spotkanie z Mądrością Indian

Sereno Water to moje duchowe imię

Spotkanie z mądrością Indian obudziło we mnie tęsknotę i wspomnienia, które łączą się z moimi przodkami, a zwłaszcza z moim dziadkiem.

Mądrość ta dotyczy szczególnego kontaktu z Matką Ziemią i życia zgodnie z prawami Natury. Kocham rytuały i ceremonie. Przychodzą do mnie w sposób naturalny, dla konkretnej grupy lub osoby. Wiele lat byłam związana szczególną więzią z Danutą Kroskowską Ogaoeno i Srebrnym Lisem, którzy wprowadzili do Polski Tradycje duchowe Indian Ameryki Płn.

Ścieżka serca, miłości i prawdy jest drogą odkrycia wewnętrznej tajemnicy i mocy. To Spotkanie z samym sobą i intuicją. To odzyskanie utraconego kontaktu z naturą, przywrócenie szacunku do Ziemi, wszystkich żyjących stworzeń i przodków. Na tej drodze wszyscy jesteśmy artystami swojego życia.

Podarunek ludziom

Ta historia zaczęła się bardzo dawno temu… któż by to pamiętał… te drzwi, które otworzyły się, a ja trzymałam bukiet ogrodowych ziół. Jesteś z klanu Wilka… cokolwiek by to nie znaczyło poczułam, że to najprawdziwsza z prawd. Moje oczy zaszkliły się łzą wspomnienia, niezapamiętanego przez zmysły ale wynurzonego gdzieś z wnętrza szpiku kości. Weszłam z ziołami i… tytoniem do mieszkania starszyzny klanu Wilka. Byłam u swoich, choć wtedy tego tak nie czułam.

Danuta Srebrny Płatek Śniegu nauki swe wplatała w uśmiech, w mocne mówiące dłonie i czasami łagodne a innym razem ostre spojrzenie. Zasłuchana w lekcje opowieści przyswajałam mądrość przodków. Podaruj tytoń, zioła, coś z serca, wytwór własnych rąk, a nawet jajka za nauki… mawiała.

Pijałyśmy herbatę, czasem kawę przy kuchennym stoliku na Morelowej.

O Danucie Kroskowskiej Ogaoeno opowiedziała nam Halinka, koleżanka, którą spotkałam przy okazji wspólnej pracy z ciałem. Pojechałyśmy na medytacje do Krakowa. W kręgu siedziało kilkanaście osób. Pierwszy raz poczułam zapach białej szałwii, pierwszy raz też zostałam nią okadzona. Wszystko czego wtedy doświadczyłam było nowe, a jednocześnie znajome. Taniec czterech kierunków kojarzył mi się z tai chi, był taki majestatyczny. Zwłaszcza w wykonaniu płynnych ruchów Danuty.

Z kręgiem i znaczeniem zasiadania w jednakowej odległości od jego środka spotkałam się w 1997 roku będąc na warsztatach. Wtedy też dowiedziałam się o mówiącym patyku, ważności przebaczenia.

Na krakowskich medytacjach wszystkie te zjawiska nabrały większej intensywności, głębszego znaczenia. Srebrny Lis był gwarancja autentyczności. A Danuta dopełniała tajemnicy.

Ile ja wtedy otrzymałam, teraz dopiero zdaję sobie z tego sprawę.

 

W pewnym momencie pojawiła się Kornatka, miejsce do którego przybywali uczniowie Srebrnego Lisa i Danuty Ogaoeno, tworzyli społeczność Kornatki. Bardzo chciałam być jej członkiem…

W roku 1999 a może 2000 zaprosiłam Srebrnego Lisa i Danutę Ogaoeno do Bielska. W Cygańskim Lesie w pięknej willi odbyło się spotkanie. Przybyło ok. 50 osób. Oczekiwano, że Srebrny Lis zatańczy szamański taniec. Nie o to jednak chodziło. Tak zaczął się kawałek ICH bielskiej przygody.

Sesje uzdrawiające, spotkania, wiedza…

Przyszedł też czas na warsztaty dla kobiet w Bielsku. Było nas 6 a może 8 osób. Miałam wtedy swoje miejsce, centrum Dakini. Taniec czterech kierunków, okadzanie białą szałwią, maski, labirynt, zwierzęta mocy. Dwa dni głębokiej pracy.

W 2002 roku wzięłam udział w warsztatach z tradycji i ceremonii Indian Cherokee prowadzonych przez Dhyani Ywahoo.

Od 2003 roku moje wizyty nie były już tak częste.

Po odejściu Srebrnego Lisa Danuta Ogaoeno podupadła na zdrowiu. Odwiedziłam Ogaoeno, Babcie, Siostrę, Przyjaciółkę po dłuższej przerwie. Płakałyśmy obie, głęboka skrywana tęsknota wypłynęła niczym górski potok. Jej oczy mówiły wszystko. Uczyła mnie akceptacji tego kim jestem, bycia orłem. Mówiła, że mnie rozumie, żebym zaakceptowała to „coś” co dla innych może być trudne do zaakceptowania. I że Srebrny Lis to „ coś” we mnie widział. Otrzymałam w podarunku chustę, koło prawdy, pieśń serca i pełne miłości… zrozumienie.

Odeszła na dwa dni przed moimi urodzinami w 2016 roku. Żegnałam ją dokładnie w moje urodziny 5 kwietnia 2016 roku.

Wciąż śnię śnieżno-srebrne sny… wdzięczna.

WADOGH